Taką konstatację można usłyszeć na przykład wtedy, gdy idzie się do kina z kilkoma kolegami-osiłkami, do reszty oddanymi militariom, sztukom walki i wuefowi. Podczas seansu cieszą się zawsze kiedy ASG wystrzela o dwa pociski więcej niż powinien albo jak z rany wycieka za dużo krwi, bo przecież jest ona na wysokości kompletnie nieukrwionego narządu. Przyznaję szczerze, tego typu oddawanie realiów mnie kompletnie nie interesuje, zwłaszcza w przypadku filmu, jakim jest Essential Killing. Jaki właściwie jest? No właśnie przede wszystkim nic sobie nie robi z oddawania czegokolwiek komukolwiek. A już najmniej dba o politykę. Zdaje się, że nadrzędną wartością dla twórców stał się wymiar uniwersalny opowiadanej historii. I to się udaje.
